Skip to content

II Konferencja Studenckiego Ruchu Naukowego Instytutu Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego

30/03/2012

Chcielibyśmy zaprosić wszystkich zainteresowanych historią i archeologią na II Konferencję Studenckiego Ruchu Naukowego Instytutu Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego, organizowaną przez Zarząd Samorządu Studentów Instytutu Archeologii UW. Już 4 kwietnia, w sali 2.10 budynku Szkoły Głównej, od 10tej do 17tej członkowie kół naukowych IA będą przedstawiali swoje referaty. Z 17tu wystąpień dwa dotyczą bezpośrednio rejonu Dalekiego Wschodu (Pawła Janika i Andrzeja Romaniuka), a dwa kolejne wiążą się z zagadnieniem Szlaku Jedwabnego (Wojciecha Ejsmonda oraz duetu Emilia Smagur/Kasper Hanus z IA UJ).

HARMONOGRAM KONFERENCJI
10.00 – Uroczyste otwarcie
10.10 – „Jak zdobywać dofinansowanie?” Katarzyna Cecka
10.20 – „Sprawozdanie z działalności SKN KEMET” Łukasz Przewłocki
10.40 – „Sprawozdanie z działalności SKN Mare Nostrum” Katarzyna Żebrowska
11.00 – „Sprawozdanie z działalności sekcji podwodnej SKN Wod.o.Lot” Marta Bajtler
11.20 – Dyskusja
11.30 – „Autostopem po Jedwabnym Szlaku i trasie podbojów Aleksandra Wielkiego” Wojciech Ejsmond
11.50 – „Pośrednictwo koczowników w kontaktach pomiędzy Europą a Azją Wschodnią na przestrzeni dziejów” Paweł Janik
12.10 – „Chińskie naczynia brązowe” Andrzej Romaniuk
12.30 – „Miasta szlaku jedwabnego na terenie Kotliny Tarymskiej” Emilia Smagur, Kasper Hanus IA UJ (wideoprezentacja)
12.50 – Dyskusja
13.00 – „Początki mennictwa w Egipcie faraońskim” Krzysztof Pakuła
13.20 – „Okno Pojawień. Miejsce – symbol” Piotr Sójka
13.40 – Dalmacja – Grecy, Rzymianie, morze i wino” Marta Bajtler
14.00 – „Kalos Kagathos, czyli co archeologia może powiedzieć o sporcie” Marcin Romaniuk
14.20 – Dyskusja i przerwa obiadowa
15.20 – „Zatoka Wraków 2011 – kobiety na eżektory” Małgorzata Mileszczyk
15.40 – „Średniowieczne łyżwy kościane – produkcja i użytkowanie” Monika Radzikowska
16.00 – „Jak to robiono w Człuchowie? Przyczynek do zagadnienia podziału surowca w średniowiecznej obróbce poroża” Maciej Miścicki
16.20 – „Biskupija – wczesnośredniowieczna chorwacka Villa
16.40 – „Rozpalanie ognia – eksperymentalnie” Paweł Jaskólski
17.00 – Dyskusja
17.10 – Zamknięcie

Kampus Główny, Instytut Archeologii UW, sala 2.10
ul. Krakowskie Przedmieście 26/28

!zapraszamy!

Strona FB wydarzenia: https://www.facebook.com/events/364217590289213/

Strona FB Zarządu Samorządu Studentów Instytutu Archeologii UW: https://www.facebook.com/pages/Zarz%C4%85d-Samorz%C4%85du-Student%C3%B3w-Instytutu-Archeologii-UW/105595696141185

Zarys dziejów Korei; część I: Paleolit

12/03/2012

         Jest  to pierwszy z serii przeglądowy artykuł dotyczący archeologii półwyspu koreańskiego. Będzie on poświęcony starszej epoce kamienia (guseokgisidae), która tak jak w innych rejonach świata tradycyjnie dzielona jest na 3 główne fazy – paleolit dolny (od 700-400 do 130 000 lat temu), paleolit środkowy (od 130 000 do 50 000 lat temu) i paleolit górny (od 50 000 do 10 000 –  10 000 lat temu). Jego górna granica nie jest do końca ustalona, ponieważ wciąż rozważany jest problem mezolitu (jungseokgisidae) na interesującym nas terenie.  Równie kłopotliwa jest kwestia następującego po nim okresu neolitu (sinseokgisidae), który wg. nomenklatury europejskiej powinien być bardziej określany mianem paraneolitu bądź mezolitu ceramicznego, ponieważ jeszcze nie mamy wtedy do czynienia z gospodarką wytwórczą.  Innym zagadnieniem, na które trzeba zwrócić uwagę by lepiej poznać historię zasiedlenia tegoż półwyspu jest to, że w okresie paleolitu posiadał on zupełnie inną linię brzegową (ryc. 1). Był on wówczas częścią lądu łączącego m.in obecne Kuryle, Sachalin i wyspy Japońskie, co mogło mieć wpływ na kierunki przenikania pewnych  oddziaływań kulturowych oraz grup ludzkich. Także przyroda w tamtym okresie różniła się dość znacznie w stosunku do tego co możemy obserwować tam obecnie. Faunę reprezentowały m. in. konie, wymarłe gatunki słoni i nosorożców, makaki, hieny krótkogrzywe, bawoły, niedźwiedzie brunatne i tygrysy. Florę natomiast przez dłuższy okres pleistocenu stanowiły lasy mieszane, co nie odbiega  od stanu współczesnego.

ryc. 1 Zmiana układu linii brzegowej środkowego odcinka Azji wschodniej w ciągu ostatnich 22 000 lat(źródło: http://koreansentry.19.forumer.com/a/japanese-have-korean-and-polynesian-ancestors_post4647.html).

         Początki starszej epoki kamienia na interesującym nas obszarze przypadają na okres pomiędzy  700 000 do 500 000 lat temu  –  tak bowiem datowane są najstarsze znalezione tamnarzędzia wykonane z kwarcytu.YiSeon-bok i G. A. Clark podchodzą  jednak sceptycznie do tak wczesnego ich datowania.  Pochodzą one ze stanowisk zlokalizowanych na obszarze obecnej Północnej Korei-  takich jak:  Gulpo-ri, Geon-eunmo-run, Bupo-ri i Donggwanjin. Oprócz artefaktów kamiennych, znaleziono w nich duże ilości kości zwierzęcych, które stanowiły pozostałości pokonsumpcyjne.

         Jednak najstarsze szczątki ludzkie datowane są na okres pomiędzy 50 000 – 40 000 lat temu i pochodzą  z Yonggong-ni koło Pyongyang’u (Phenian’u) w Korei Północnej. Były to fragmenty czaszki i ząb należące do około trzydziestopięcioletniego mężczyzny gatunku homo erectus. Z tego rejonu pochodzi również odkrycie zwane „człowiekiem z Deokcheon”; szczątki ludzkie w postaci fragmentu obojczyka i dwóch zębów trzonowych znalezione w jaskini w górach Seungni w pobliżu wspomnianej miejscowości Deokcheon. Datuje się je na okres pomiędzy 130-70 tys. lat temu i choć początkowo sądzono, że mogą należeć do neandertalczyka (jednakże już nawet w tamtych czasach tj. 1972 r. owe przypuszczenie mogło się wydawać dość fantastyczne, ponieważ nie stwierdzono tak daleko na wschodzie występowania homo sapiens neanderthalensis), to jednak obecnie się uważa, że należały do lokalnej linii rozwojowej homo erectus bądź archaicznej formy homo sapiens. Szczątki innego osobnika homo erectus choć bardziej prymitywnego, odkryto ponadto w jaskini Yeokpo; była to kość czołowa i fragment szczęki ośmioletniego chłopca. Jeśli chodzi o homo sapiens to na terenie Północnej Korei  został stwierdzony w wspomnianej już wcześniej jaskini Seungni oraz w miejscowości Mandal w Południowym Pyeong-an’ie. Jednak na temat ich datowania nie można powiedzieć nic więcej niż to, że pochodzą z paleolitu górnego.

         Jeśli chodzi o Koreę Południową, to obfitością materiałów nie odbiega od swojego północnego sąsiada.  W wapiennej grocie Geum niedaleko wioski Dodam znaleziono fragmenty czaszki homo erectus oraz pięściaki abwilskie. Znaleziska te datować można na środkowy paleolit.  Równie zastanawiające są znaleziska pochodzące ze stanowiska wJeongongni leżącej w pobliżu granicy z Koreą Północną.Zostało ono zlokalizowane w 1979 r. przez amerykańskie małżeństwo Bowenów. Mieści się ono na ponad 60 metrowym, bazaltowym wzniesieniu, w miejscu gdzie rzeka Hantanwpada do morza żółtego. Stanowisko to datowane jest na okres pomiędzy 128 000 a 80 000 lat   temu. Było ono prawdopodobnie pracownią, w której wykonywano narzędzia kamienne, głównie z miejscowego kwarcytu. Odnaleziono tam dużo półproduktów w postaci wiórów i rdzeni, a także pięściaki typu aszelskiego. Odnalezienie owych pięściaków jak i wspomnianych wcześniej z Geum oraz narzędzi z Jangnamgyo (ryc. 2)  wprawiło archeologów zajmujących się tym okresem w konsternację, ponieważ do tamtego czasu uważano, że zasięg przemysłów kamiennych z pięściakami nie przekraczał tzw. „Linii Moviusa ” * – jest wschodnia granica kończyła na subkontynencie indyjskim (ryc. 3). Jednak znaleziska koreańskie, a także najnowsze odkrycia z Baise w Chinach każą nam zrewidować ten pogląd.

ryc. 2 Kamienne narzędzie typu pięściak z rejonu Jangnamgyo (trójstronny rzut).

ryc.3 Przebieg tzw. „linii Moviusa”. Ciemny obszar oznacza tereny występowania narzędzi typu pięściak(źródło: http://en.wikipedia.org/wiki/File:Biface_Extension.png).

         Niezwykle interesujące odkrycie pochodzi z południowego wybrzeża wyspy Jeju. W pobliżu miejscowości Daejeong odkryto ponad sto dobrze zachowanych śladów ludzkich stóp (ryc. 4), które zostały odciśnięte w tufie wulkanicznym datowanym na 50 tys. lat. Ślady te mierzą od 21 do 25 cm i są jednym  z siedmiu tego typuznalezisk na świecie i pierwszym w Azji. Poza odciskami ludzkimi, znaleziono koło 12 000 śladów zwierzęcych (należały one m.in. do jeleni, koni, słoni i ptaków)oraz roślinnych.

ryc. 4 Liczące 50 000 lat ślady ludzkie i zwierzęce odciśnięte w tufie wulkanicznym na wyspie Jeju(źródło: http://english.chosun.com/site/data/html_dir/2004/02/06/2004020661014.html).

         W Korei południowej odnajduje się również szczątki ludzkie z tego okresu. Przykładem mogą być chociażby znaleziska z miejscowości  Sangsi. Odkryto tam datowane na 37 000 lat temu szczątki dwóch osobników w postaci fragmentów łopatek, kości barkowych oraz czaszek. Choć kości te pochodzą z górnego paleolitu nie należały one do homo sapiens .Być może w tym przypadku mamy do czynienia z potomkami lokalnej linii rozwojowej homo erectus; tej samej co  „człowiek z Deokcheon”.

          Ślady po przedstawicielach naszego gatunku zostały znalezione m.in.  na stanowiskach Seokchang-ni  oraz Jeommal.  Na pierwszym wymienionym stanowisku w warstwie osadniczej datowanej na 28 000 lat odnaleziono m.in. pozostałości ponad stu dobrze zachowanych włosów ludzkich, palenisko, kwarcytowe, gnejsowe i  pegmatytowe rdzenie, otwory po pięciu słupach, które stanowiły prawdopodobnie część jakiejś osobnej konstrukcji  oraz dwa murki, które jak się przypuszcza spełniały rolę wiatrochronu. Poza tym odnaleziono tam gliniane klepisko, na którym widnieją wyryte postaci ryb oraz waleni oraz kilka kamieni  także z rytami. Natomiast wJeommal znaleziono fragmenty stopy i dłoni homo sapiens datowane na 16 000 lat p. n. e. , a także sporo kości zwierzęcy oraz wykonanych z nich narzędzi.

         Na koniec  warto  zwrócić uwagę na mało zbadany problem koreańskiego mezolitu. Otóż przez długi czas tamtejsi badacze uważali, że nie można wydzielać dla ziem koreańskich tej formacji gospodarczo-kulturowej, a pomiędzy schyłkiem paleolitu ( około 8000 l. p. n. e.) a początkiem ichniejszego „neolitu” ( około 6000 l. p. n. e.) miała by mieć miejsce pustka osadnicza spowodowana odejściem wcześniejszej ludności.  Jednak takie założenie ma co najmniej dwa poważne błędy:

Po pierwsze obecność formacji mezolitycznych na wszystkich terenach dookoła późniejszego półwyspu koreańskiego (Mandżuria, Japonia oraz półwyspy Liaodong i Shandong).

Po drugie błędne założenie, że w czasie odpływu ludności z jakiegoś większego obszaru następuje całkowite wyludnienie– taka sytuacja nie ma nigdy miejsca.  Jednakże podejście badaczy do kwestii mezolitu koreańskiego zaczyna ulegać zmianie, a to dzięki nowym stanowiskom archeologicznym datowanym na okres pomiędzy 8000 a 6000 l. p. n. e. Są to m. in. Donggyeong, Sangnodae, Osal-li, Yokij oraz młodsze warstwy z Jeommal.  W czasie  prowadzonych tam badań znaleziono duże ilości mikrolitów, które choć pojawiały się wcześniej, to jednak były niezwykle charakterystyczne, przynajmniej dla mezolitu europejskiego.  Trzeba też dodać , że dużo potencjalnych stanowisk z tego okresu mogło znajdować się aktualnie pod wodą z powodu transgresji morskiej.  Okres ten kończy się gdzieś koło 6000 l. p. n. e. wraz z przybyciem nowej ludności z Syberii, która przyniosła  ze sobą umiejętność wyrobu ceramiki.

—————————————————————————————————————————————————-

*Linia Moviusa– jest to teoretyczna granica, mająca technologiczne różnice pomiędzy kulturami zachodniej i wschodniej części starego świata. Na wschód od niej miałyby nie występować narzędzia pięściakowe. Po raz pierwszy została zaproponowana przez amerykańskiego archeologa Hallana L. Moviusa w 1948 r.. Na terenie kontynentu azjatyckiego linia ta miałaby biec przez północne Indie oraz południową część Azji środkowej. Jednakże w związku z omawianymi odkryciami z Korei oraz w Baise w Chinach należy zrewidować ten pogląd.

Z łopatą na polu minowym………. czyli trochę o archeologii Kambodży.

18/02/2012

Studenckie Koło Naukowe Archeologii Dalekiego Wschodu ma przyjemność zaprosić wszystkich zainteresowanych Kambodżą, jaki ogólniej historią i kulturą państw dalekowschodnich, na wystąpienie Kaspra Hanusa, studenta Instytutu Archeologii UJ. Jako dwukrotny uczestnik ekspedycji organizowanej przez uniwersytet w Sydney, opowie nam trochę o urokach kopania w Angor, jak i ogólniej o charakterystyce archeologii tego zakątka świata.

Zapraszamy!

8 marca, godzina 16,45

Sala 209

pierwsze piętro budynku dawnej

szkoły głównej UW

(Instytut Archeologii)

Strona wydarzenia na FB: https://www.facebook.com/events/274301979309646/

Chińska ceramika typu sancai (三彩) – ceramika trójkolorowa

08/02/2012

Już od najdawniejszych czasów wyroby ceramiczne były zdobione poprzez malowanie i glazurowanie. Glazura nadawała relatywnie nijakim, matowo-szarym bądź czerwonym glinkom jasno lśniące, żywe kolory. Ale takie wykończenie miało na celu nie tylko przyciąganie wzroku – pozwalało także na imitację innych, droższych materiałów, chociażby brązu. Glazura była używana w Chinach mniej-więcej od czasów dynastii Han (206 p.n.e.-220 n.e.); wykonywano wtedy ceramikę glazurowaną w prosty sposób na zielono. Bezpośrednimi „przodkami” sancai (ceramiki trójkolorowej)  były wyroby znajdowane w grobach datowanych na czasy północnej dynastii Qi (550-577 n.e.) – odkryto tam m.in. protoporcelanę dekorowaną zielonkawą glazurą. Wraz z nastaniem VII wieku i przejęciem władzy w Chinach przez dynastię Tang (618-907 n.e.) pojawiają się naczynia, figury oraz inne ceramiczne wyroby zdobione glazurą trójkolorową.

 

Naczynie, figurkę czy ornament architektoniczny wykonywano z białawej gliny, pokrywano warstewką glazury i wypalano w temperaturze 800 stopni Celsjusza. Glazura robiona była na bazie ołowiu – tlenki ołowiu nadawały jej odpowiednią lepkość oraz płynność. Często dodawano sproszkowanego kwarcu w proporcji 1 do 3 dla poprawienia jej jakości. Polichromiczny efekt uzyskiwano najczęściej poprzez zastosowanie jako substancji barwiących sproszkowanej miedzi (dającej kolor zielony), żelaza (dzięki któremu powstawał kolor brązowo-żółty), a także, nieco rzadziej, manganu i kobaltu (w celu uzyskania koloru niebieskiego). Mimo nazwy znaczącej „trzy kolory”, ceramika sancai była często zdobiona bardziej różnorodną paletą barw. Ołowiana glazura ma to do siebie, że przy wypalaniu mogą tworzyć się bąble, które pękając tworzą charakterystyczne smugi lub cętkowany wzór w wielu odcieniach.

Trzynogie tace i naczynia do palenia kadzidła, butelkowate w kształcie wazony z żebrowanymi szyjkami – to tylko niektóre formy ceramiki sancai.  Glazurę sancai często używano do produkcji naczyń imitujących te wykonane z metalu bądź szkła – w takim wypadku naczynie było zamiennikiem droższego wyrobu dla osób, których nie było stać na oryginał.

 

Figury zdobione tą techniką, w przeciwieństwie do na przykład naczyń, były początkowo produkowane przez okres niewiele dłuższy niż 50 lat, od końca VII do połowy VIII wieku. Wypalano je w ogromnych ilościach w piecach znajdujących się w dwóch miejscach: Yaozhou koło Chang’an (dziś Xi’an) w prowincji Shaanxi i Gong xian na północny-zachód od Luoyang w prowincji Henan (Chang’an i Luoyang były w tym czasie stolicami cesarstwa). Koniec ich produkcji datuje się na okres rebelii An Lushana (756-766 r.), kiedy to prawdopodobnie oba  wspomniane miejsca zostały zdewastowane. W późniejszych czasach powrócono do tworzenia glazurowanych figurek przy wykorzystaniu podobnych bądź tych samych technik.

 

Figury były składane w grobach; miały wskazywać na wysoki status zmarłego oraz służyć mu w jego pośmiertnym życiu – znamy podobne praktyki z czasów znacznie wcześniejszych niż dynastia Tang. Geneza składania figurek do grobu wiąże się z zaniechaniem zwyczajów z czasów dynastii Shang, kiedy to  do grobów elit składano ludzi, celowo zabijanych, aby towarzyszyli zmarłemu w jego dalszej pośmiertnej wędrówce.

Figury przedstawiały całą gamę zwierząt (na przykład konie, wielbłądy, psy) oraz ludzi (urzędników, strażników, służących itd.) a także istoty legendarne, chociażby duchy z rodzimych wierzeń czy też lokapale z buddyzmu (opiekunów czterech kierunków kardynalnych). Ich jakość, wielkość oraz ilość w grobie wyznaczały oficjalne przepisy – w zależności od statusu zmarły miał prawo zabrać ze sobą, na tamten świat  konkretną liczbę figurek. Na przykład generał Liu Tingxun, którego dary grobowe można podziwiać w British Museum, był uprzywilejowany do posiadania całego zestawu figurek urzędników cywilnych, strażników, lokapala, ziemnych duchów oraz koni, wielbłądów i stajennych. Większość z nich miała około metra wysokości. Ceramiczne posążki jechały prawdopodobnie  na wozie w orszaku pogrzebowym, wystawione na widok publiczny, by tłum mógł je podziwiać. Po przybyciu na miejsce, były ustawiane przed grobem dopóki trumna z ciałem dostojnika nie znalazła się na miejscu spoczynku. Ostatecznie były stawiane w odpowiednich miejscach w komorach grobowych przed ich zapieczętowaniem.

 

Istnieje dość ciekawa opowieść związana z figurami grobowymi, krążąca po Chinach pod koniec VIII wieku. Mówi ona o tym, że podróżujący kupiec przez pewien czas miał za towarzysza ducha, który narzekał na to, że został pochowany z niezliczoną ilością figur. Ich ciągłe, trwające dzień i noc sprzeczki powodowały hałas uniemożliwiający mu odpoczynek. Duch poprosił kupca o pomoc; po przybyciu do grobu, kupiec miał wrzasnąć głośno, że wedle rozkazu cesarskiego figury mają być pozbawione głowy. Człowiek zrobił to o co go duch prosił. Po pewnym czasie duch pojawił się przed kupcem wraz z kilkoma bezgłowymi figurami. Późniejsza penetracja grobu miała skutkować odkryciem setek zdekapitowanych złotych i srebrnych modeli pogrzebowych (złote i srebrne figury mogły zastąpić wyroby sancai po rebelii An Lushana; innym wyjaśnieniem jest, że figurki te były pozłacane lub posrebrzane, albo po prostu miały metalizujący kolor podobny do tych kruszców).

 

Konie, wielbłądy, strażnicy, egzotyczne figury oraz ceramika, wszystko pokryte glazurą trójkolorową, wykreowały jeden z najbardziej żywych i trwałych obrazów kosmopolitycznego życia dworu czasów dynastii Tang, położonego na wschodnim krańcu szlaku jedwabnego. Formy i motywy sancai rozprzestrzeniły się daleko poza Chiny. W Japonii świadczą o tym skarby świątyni Tōdai-ji w Nara. Ceramikę sancai znajdziemy także jako importy na Sri Lance, a nawet w wielkich metropoliach późnośredniowiecznego basenu Morza Śródziemnego. Zwłaszcza ceramika syryjska, cypryjska oraz włoska z okresu XIII-XV wieku były silnie wzorowane na chińskich wyrobach.

 

W odróżnieniu od naczyń metalowych, naczynia ceramiczne, nawet pokryte glazurą, nie cieszyły się zbytnim zainteresowaniem wśród co poważniejszych chińskich kolekcjonerów. Nie ma o nich mowy w dziełach z czasów dynastii Ming i Qing opisujących najbardziej wartościowe antyki. Jednak na przybyszach z zachodu obcy wygląd i różnorodne formy Tangowskiej sancai odcisnęły niezatarte wrażenie, kreując popularny do dziś obraz sztuki chińskiej jako wesołej, śmiałej i egzotycznej.

 

W CIENIU PALM, CZYLI O KONSERWACJI AZJATYCKICH MANUSKRYPTÓW.

01/02/2012

(Artykuł ten jest dziełem Małgorzaty Grzelec; członkini SKN Archeologii Dalekiego Wschodu studiującej archeologię na UW oraz konserwację na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie)

Wraz z niniejszą notką chciałabym zapoczątkować na naszym blogu serię artykułów poświęconych problematyce konserwacji w służbie archeologii i nie tylko. Mimo, że powszechnie uważa się dziedziny te za nierozerwalnie ze sobą związane, wydaje mi się, że wzajemne zrozumienie pracy kolegów po fachu jest w naszej branży wciąż zbyt ubogie. Jako studentka zarówno archeologii jak i konserwacji chciałabym przybliżyć czytelnikom ciekawe problemy konserwacji starożytnych dalekowschodnich artefaktów. Zapraszam do lektury :)

Dzisiejszy artykuł dotyczy zastosowania liści palmowych, jako podłoża pisarskiego głównie w rejonie Azji Południowo- Wschodniej, Indiach oraz Nepalu. Archeolodzy, a przede wszystkim konserwatorzy pracujący na tych terenach, mają szansę zetknięcia się z zabytkami na suszonych liściach palm. Jak bowiem egipski papirus, czy rozpowszechniony w średniowiecznej Europie pergamin, tak liście palmowe były jednym z dwóch najstarszych i najbardziej popularnych podłoży na terenach Azji Południowej.

W zależności od regionu, w celu wyprodukowania zwojów lub kodeksów, wykorzystywano liście palm rosnących lokalnie. Niemniej, już w starożytności doskonale rozpoznano różnice w jakości poszczególnych gatunków i najcenniejsze dzieła tworzono na najlepszych liściach, które importowano  w zależności od potrzeb. Dwa najbardziej powszechnie użytkowane rodzaje palm to palma Talipot (fot.1), rosnąca w południowych Indiach, na Sri Lance a także innych rejonach tropikalnych Azji oraz palma Palmyra (cukrowa) (fot.2) porastająca tereny Indii i Kambodży. Przeciętne wymiary pojedynczego, spreparowanego liścia palmy to ok. 50 cm długości i 4 cm szerokości, co narzucało księgom charakterystyczny wydłużony format. Zdarzało się jednak, że zszywano razem dwa liście, aby poszerzyć powierzchnię pisarską.

Użycie liści palmowych do zapisywania tekstów przypisuje się, jako pierwszym, cywilizacjom doliny Indusu. Najstarsze znane dziś południowoazjatyckie zabytki tego typu datuje się na nie wcześniej niż X wiek n.e., jednak naukowcy są przekonani o znacznie starszym rodowodzie tego wynalazku. Bezpośrednim dowodem na posługiwanie się nim, co najmniej w II w. p.n.e., jest znaleziony w Azji Centralnej fragment dramatu indyjskiego na liściach palmy. Z kolei najstarszym znanym historycznym zapiskiem dokumentującym ich użycie jest autobiografia buddyjskiego mnicha z Chin, Xuanzanga, z roku 646, gdzie wspomniane są święte teksty zapisywane na liściach. Wilgotny i gorący klimat Indii nie sprzyja zachowaniu się materiałów pochodzenia roślinnego- podobnie jak zabytki na liściach palmowych, tak i drugi popularny surowiec- wewnętrzna część kory drzew (np. aloesu) zachował się w śladowych ilościach na terenach południowych i wschodnich Azji. Kora drzew, wspomniana w odniesieniu do Indii już przez Kwintusa Kurcjusza Rufusa w jego biografii Aleksandra Wielkiego (I w. n.e.), odnaleziona została również w Azji Centralnej, której suchy klimat i piaski pozwoliły na zachowanie się wielu organicznych artefaktów. Pojawiają się głosy, że wykorzystywanie liści palmowych w pisarstwie można datować nawet na lata 2500- 1500 p.n.e., jako że na ten okres przypisuje się pierwsze znane pozostałości starożytnych bibliotek subkontynentu indyjskiego.

 Zapoczątkowane na terenach Indii przetwarzanie liści pod kątem piśmiennictwa rozprzestrzeniło się szybko na regiony, gdzie rozpowszechniały się także religie indyjskie (hinduizm, buddyzm) i sanskryt, np. w Kambodży. Należy zauważyć, że zastosowanie liści palmowych szacuje się na ok. 800 różnych sposobów użytkowania, takich jak chociażby wytwarzanie koszy, talerzy i innych przedmiotów codziennego użytku, które były obecne na omawianych terenach znacznie wcześniej niż pismo. W każdym razie, literatura na liściach palm rozprzestrzeniła się na dużą część Azji- biblioteki Nepalu, Tybetu i Chin posiadają dziś znaczne zbiory, niektóre z nich kompletowane już od średniowiecza (np. zbiory ocalone w XII wieku z buddyjskiej biblioteki Nalanda w indyjskim stanie Bihar).

Jak więc przygotowywano liście, aby można było pokryć je pismem lub iluminacjami? Technologia wyrobu była wypracowywana lokalnie, stąd wyróżnia się dzisiaj kilka różnych, starych tradycji. Liście należało zebrać, odcinając je u nasady i pozbawiając użyłkowania- etap ten był tak na prawdę jedynym wspólnym punktem wszystkich technik. Np. na Sri Lance preparowano liście poprzez gotowanie ich w garnku, zwiniętych w rolki i przełożonych orzechami papai i liśćmi ananasa. Następnie suszono je w promieniach porannego słońca (ostre światło wpływa destrukcyjnie na strukturę liści) lub na wietrze. Później polerowano ich powierzchnię drewnianym drążkiem, uprzednio mocząc liście w wodzie. Ostatnim etapem było szycie- w tym przypadku na obu końcach każdego liścia przebijano otwór, przez który następnie łączono ułożone w stos liście za pomocą plecionego sznurka (fot.3). Tak przygotowany manuskrypt często zabezpieczano drewnianymi okładkami (fot.4) . Opisany sposób jest tylko jedną z wielu technik. Liście po przycięciu mogły być prasowane i suszone przez kilka tygodni w specjalnej prasie złożonej z dwóch drewnianych desek, jak czyniono np. w Kambodży. W Indiach gotowano liście w wodzie z solą i kurkumą, później suszono i polerowano pumeksem. Z kolei w Nepalu nie łączono liści sznurkiem, a ułożywszy je w stos, zaginano je na jednym z końców i zabezpieczano wąskim paskiem z liścia i glinianą pieczęcią (fot.5) a następnie zwijano, tworząc zwoje. Tak samo zapisywanie kart nie ograniczało się do jednego sposobu. Często najpierw ryto tekst na powierzchni, wzdłuż liścia, za pomocą drewnianego rylca lub metalowego stylusa- inskrypcje były niewidoczne dopóki nie wtarto w nie czerni z sadzy zmieszanej z olejem. Nadmiar ścierano szmatką a tusz pozostawał w zagłębieniach (fot.6). W innych przypadkach po prostu zapisywano tekst trzcinowym piórkiem na powierzchni, bez wcześniejszego odciskania. Zachowały się także przykłady manuskryptów z ilustracjami (fot.7), niektóre z nich stanowią dziś unikalne przykłady malarstwa indyjskiego już z X w., dopełniając nielicznych pozostałości malarstwa ściennego, takich jak np. obrazy z Ajanty (fot.8).

Z jakimi więc problemami spotyka się konserwator zajmujący się zabytkami piśmiennictwa azjatyckiego na liściach palmowych i co robi, aby zminimalizować postępującą destrukcję? Problematyka jest złożona, stopień zniszczenia zabytków może być bardzo różny- sprzyjające, łagodne warunki klimatyczne, takie jak w Tybecie czy Nepalu mogą sprawić, że artefakty przetrwają niemal w nienaruszonym stanie, z drugiej strony ekstremalna wilgoć terenów nadmorskich Indii może doprowadzić do zaawansowanych, nieodwracalnych zniszczeń w strukturze materiału. Prace konserwatorskie dodatkowo utrudniać mogą pewne czynniki religijne i społeczne oraz notoryczny brak funduszy, koniecznych dla sfinansowania prac.

 

       Począwszy od sposobu wytworzenia, zabytek ma już w pewnym stopniu zdefiniowane prawdopodobieństwo zachowania się dla przyszłych pokoleń. Np. sam fakt wyboru liści palmy Talipot zamiast palmy cukrowej, znacznie zwiększa to prawdopodobieństwo. Palma Talipot ma liście bardziej elastyczne, miękkie, o jaśniejszej barwie i gładszej powierzchni od liści palmy Palmyra, które szybko stają się kruche i podatne na zniszczenia. Także sam tradycyjny sposób oprawiania manuskryptów miał wpływ na zachowanie obiektów, tym razem negatywny – sznurek, którym zszywano lub owijano księgi z czasem wycierał liście i doprowadzał do ich pękania. Z kolei używanie stylusa do rycia tekstu na kartach, w wielu przypadkach sprowokowało horyzontalne spękania liści.

Przede wszystkim czynnikiem niszczącym jest czas, wsparty działalnością tlenu z powietrza oraz promieni UV. Standardowe badania starzeniowe przeprowadzone przez indyjskich konserwatorów wykazały, że z czasem wzrasta sztywność i kruchość struktury liści, których łańcuchy celulozy, będącej jednym z głównych budulców nadających liściom trwałość, pękają stopniowo, co osłabia strukturę kart. Związane jest to także z utratą naturalnych wosków, olejów i żywic, które nadają im odpowiedniej elastyczności. Co jest niezwykle istotne, to fakt, że w omawianych rejonach Azji niejednokrotnie księgi na liściach palmowych są w nieustannym użyciu, najczęściej, jako obiekty kultowe. Konserwator musi zmierzyć się z tym problemem i albo przekonać o konieczności rzadszego użytkowania zabytkowych ksiąg, albo zabezpieczyć je w sposób, który chociaż częściowo uodporni np. zwoje na ciągłe zwijanie i rozwijanie, które bardzo nadwyręża kruche liście palmowe. W tym celu sięga się po metody konserwatorskie i metody naturalne. Zwoje można nawilżyć w specjalnych zamkniętych pojemnikach wyłożonych mokrymi kompresami i goretexem, co pozwoli je rozwinąć i poddać koniecznym naprawom (fot. 9). Następnie sięga się po naturalne substancje, takie jak kamfora czy olejki eukaliptusowe, którymi naciera się liście, dla przywrócenia im elastyczności i na koniec zwija ponownie.

Działanie światła prowadzi według ankiet przeprowadzonych w instytucjach Sri Lanki z księgozbiorami „palmowymi”, do najbardziej powszechnych zniszczeń wśród manuskryptów, czyli zmian w barwie podłoża (fot 10). Czas i związane z nim zmiany w budowie liścia prowadzą także do złuszczania się jego wierzchniej warstwy, która budową różni się od miękkiej tkanki wewnętrznej.

Wilgotny klimat terenów tropikalnych w dużym stopniu zagraża księgom. Wilgoć może doprowadzić do zaplamień na liściach, zaś w rejonie wilgotnych plam łatwo o przyspieszony rozwój szkodliwych mikroorganizmów. Naprawdę duży stopień zawilgocenia i zapleśnienia w skrajnych przypadkach doprowadza do tzw. kamienienia, czyli scalenia kart manuskryptu w jednolitą, praktycznie niemożliwą do rozdzielenia masę. Zaplamienia usuwane są z użyciem rozpuszczalników o odpowiednim pH, w przypadku liści palmowych raczej kwaśnym lub neutralnym, niż zasadowym. Najczęściej proces ten ogranicza się do powierzchniowego oczyszczania wodą lub etanolem. Mikroorganizmy neutralizuje się dzisiaj np. w specjalnych komorach z użyciem grzybobójczych gazów, takich jak tlenek etylenu. Często jednak niemożliwy jest transport zabytków do specjalistycznych pracowni, również ze względów religijnych lub społecznych, jakie np. napotkali konserwatorzy khmerskich manuskryptów w Kambodży. W takim przypadku stosuje się in situ np. zamrażanie ksiąg do -30 C, zabezpieczając je uprzednio polietylenem lub umieszczenie ich na kilkanaście dni w pudełkach z naftaliną.

Oprócz pleśni i grzybów, palmowe księgi przechowywane najczęściej przez stulecia w bibliotekach przyklasztornych narażone były na działalność gryzoni, takich jak myszy (fot. 11) oraz insektów, dla których celuloza również stanowi główne źródło pożywienia (fot. 12). Powstałe w ten sposób ubytki uzupełnia się, żeby zapobiec dalszym zniszczeniom. W tym celu stosowane są głównie japońskie papiery Kozo, które przykleja się klejem skrobiowym od niezapisanej strony karty.

Uszkodzone lub zupełnie brakujące drewniane oprawy, połamane pieczęcie, rozerwane sznurki scalające karty- wszystkie te zniszczenia zwiększały znacząco prawdopodobieństwo postępowania kolejnych, jako że stanowiły nieraz jedyną osłonę zabytków przed działaniem szkodliwych czynników. Innym rodzajem takich tradycyjnych zabezpieczeń bywały barwione głównie na żółto lub czerwono płótna, w które owijano księgi (fot. 13). Zastosowanie do tych tkanin tradycyjnych barwników, takich jak np. żółta kurkuma miało zbawienne działanie grzybobójcze, jednak w wieku XX zaczęto zastępować naturalnie farbowane płótna tymi barwionymi syntetycznie. Skład takich nowoczesnych farb często pozostaje nieznany i może mieć wręcz odwrotny wpływ na zabezpieczane tkaniną księgi. W tym miejscu jednak pojawia sie także aspekt religijny- barwione na te kolory płótna niosły ze sobą znaczenie symboliczne (szczególnie dla buddyzmu i hinduzimu) i konserwatorom często ciężko jest przekonać mnichów opiekujących się zbiorami o konieczności zaniechania owijania manuskryptów.

Z punktu widzenia historyka poważnym zniszczeniem jest przede wszystkim unieczytelnienie tekstu- tusz mógł z biegiem czasu wykruszyć się z zagłębień wyrytych w kartach lub, w przypadku powierzchniowego jego naniesienia, zostać całkowicie usunięty. Dzisiejsza konserwacja zgodnie twierdzi, że nie należy uzupełniać tego typu ubytków, jednak często można odczytać pozornie niewidoczne teksty (tzw. palimpsesty) za pomocą specjalistycznych metod, np. poprzez fotografię multispektralną, czyli z wykorzystaniem rożnych długości fal świetlnych, także spoza przedziału światła widzialnego (podczerwień, UV). Fotografie wykonane podczas takich odczytów pozwolą na zachowanie tekstu na kliszy, bez konieczności jego uzupełniania na samym obiekcie.

Ostatnim, dość powszechnym typem zniszczeń, który zaistniał dopiero na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat są konsekwencje używania taśmy klejącej do prowizorycznego zabezpieczania popękanych kart manuskryptów. Zawarte w kleju oraz samej taśmie substancje z biegiem czasu przenikały do struktury liści, przebarwiając je i osłabiając (fot.14). Konieczne w takim przypadku jest całkowite usunięcie pozostałości taśmy za pomocą odpowiednich rozpuszczalników, takich jak np. aceton.

Powyższe działania konserwatorskie wymagają wprawy, jednak oparte są na wypracowanych przez lata skutecznych metodach i odpowiednio stosowane mogą zatrzymać niszczenie artefaktów, a także pomóc odczytać je na nowo. Niestety bardzo często podejście zachodnich naukowców kłóci się z mentalnością ludzi, którzy dzisiaj sprawują pieczę nad zabytkami w Azji Południowo- Wschodniej. Konserwator nie może w takim przypadku arbitralnie zadecydować o sposobie postępowania z księgami, a musi próbować odnaleźć kompromis. Przykładem takiego konfliktu jest sam sposób postrzegania rzeczywistości przez potomków starożytnych cywilizacji Indii. Czas w pojęciu buddyjskim ma naturę kołową, czego pośrednią konsekwencją jest postrzeganie pewnych zjawisk, jako naturalnej kolei rzeczy, w tym także niszczenia zabytków. Zdarza się nierzadko, że konserwatorom odmawia się możliwości ratowania zbiorów ze względu na to, że ich stan odzwierciedla niejako naturę rzeczywistości w rozumieniu lokalnych mieszkańców. W krajach tropikalnej Azji starożytne zabytki, w tym święte teksty na liściach palmowych, wciąż pełnią ważne funkcje w życiu wielu ludzi i konserwatorzy muszą być przygotowani na taką ewentualność.

Artykuł ten jest streszczeniem mojej pracy seminaryjnej, pod kierunkiem dr W. Liszewskiej, na wydziale konserwacji ASP w Warszawie. Korzystałam z własnych notatek sporządzonych na podstawie spotkań z Naoko Takagi, konserwator w National Archives w Katmandu (Nepal) oraz z następujących pozycji:

  • Suryawanshi, D. G., P. M. Sinha, and O. P. Agrawal, Basic Studies in the Properties of Palm Leaves, Restaurator vol. XV (2), 1994
  • Alahakoon C.N.K. Identification of physical problems of major palm leaves manuscripts collections in Sri Lanka, J.U.L.A.S.L. vol. X, 2006
  • Sahoo J., Mohanty B., Indigenous methods of preserving manuscripts: an overview, OHRJ vol. XLVII (3)
  • Gunaratne M., Manuscript writing on palm leaves, 2006
  • Ghosh A., An Encyclopaedia of Indian Archaeology vol. I, 1989
  • Singh U., A History of Ancient and Early Medieval India, 2009

http://www.librarypreservation.org/preservation/palmleaf.htm

http://www.khmermanuscripts.org

http://asianart.com/articles/tamsuks/

http://www.library.cornell.edu/preservation/publications/documents/ConservationandStabilizationofPalmLeafandParabaik.pdf

http://www.asianartnewspaper.com/article/early-buddhist-manuscript-painting:-the-palm-leaf-tradition

www.pbs.org/thestoryofindia

Krótko o starożytnych chińskich naczyniach brązowych

01/02/2012

Chciałbym dzisiaj zaprezentować czytelnikom artykuł traktujący o grupie wyjątkowych zabytków chińskich z epoki brązu, nie mającej odpowiednika w żadnej innej kulturze świata. Mówię oczywiście o chińskich rytualnych naczyniach brązowych, wykopywanych często przez archeologów na stanowiskach takich jak na przykład Xiaotun w pobliżu miasta Anyang. Naczynia te były uważane za wyjątkowe i zbierane już w czasach dynastii Song (960-1279 n.e.). Kolekcjonerzy z tego okresu wyróżniali aż 30 ich rodzajów.

Na końcu artykułu przedstawię kilka najbardziej znanych i charakterystycznych form tych naczyń.

Choć pierwsze znaleziska brązowe datowane są na lata około 3100 – 2700 p.n.e., to chińska epoka brązu nastąpiła dopiero pod koniec III tysiąclecia, znacznie później niż na zachodzie. Był to jednak proces nagły, a nie długi i stopniowy jak w innych rejonach świata. Sztuka brązownicza rozwinęła się niezwykle szybko; w niedługim czasie osiągając niezwykle wysoki poziom techniczny. Na epokę brązu przypada okres panowania trzech dynastii chińskich: Xia (2205-1766 p.n.e., dynastia legendarna, łączona z kulturą Erlitou), Shang (1766-1122 p.n.e., pierwsza z legendarnych dynastii jednoznacznie potwierdzona przez badania archeologiczne) oraz Zhou (1122-256 p.n.e.).

Chińczycy tworzyli mnóstwo przedmiotów brązowych. Prawie wszystkie znane nam starożytne zabytki z tego stopu z terenu Chin były odlewane. Była to powszechna technika wyrobu broni brązowych – formy do ich odlewania są stosunkowo proste (składały się zaledwie z 2-3 części), jednak rzadko się zdarzało, aby była ona wykorzystywana do produkcji naczyń i to na tak masową skalę. Co więcej, starożytni Chińczycy stworzyli do tego celu bardzo skomplikowaną technikę odlewu. Wypracowali także cały system wielu rodzajów stopów brązowych – stosowali różne proporcje między miedzią a cyną oraz wykorzystywali domieszki w celu uzyskania metalu o odpowiednich właściwościach. Znane są starożytne przekazy pisemne traktujące o sztuce wytopu metali.

Formy odlewnicze powstawały na bazie wcześniejszego modelu naczynia. Po stworzeniu modelu oblepiano go gliną, po czym, po pełnym obklejeniu usuwano ją delikatnie, dzieląc na sekcje. Następnie sekcje były wypalane, a potem odpowiednio ustawiane i mocowane wokół rdzenia. Dzięki temu powstawała forma, którą można było wielokrotnie wykorzystywać. Trzeba było dobrać odpowiedni rodzaj gliny do tego zadania – żeby łatwo ją było oddzielić od modelu oraz aby nie kurczyła się przy wypalaniu.

Chińskie naczynia brązowe były często bogato dekorowane przeróżnymi motywami. Wszystkie zdobienia wykonywano już w fazie modelu, jeszcze przed powstaniem formy. Ornamenty płaskie i reliefowe, które występują na brązach, składają się często z przedstawień zoomorficznych. Widzimy na nich ptaki, węże, tygrysy, smoki, jelenie, cykady  i całą gamę innych zwierząt. Występują także ornamenty bardziej abstrakcyjne, zgeometryzowane, jak na przykład motyw piorunów, łusek czy wirującej rozety. Najbardziej typowym i zarazem najbardziej tajemniczym motywem  stosowanym do zdobienia brązowych naczyń za czasów dynastii Shang i Zhou był bez wątpienia motyw maski taotie.  Początkowo były to proste rysunki złożone z kropek i kresek, z czasem jednak ich forma znacznie się skomplikowała i można było wyróżnić wypukłe oczy, rogi oraz szczęki. Co właściwie ten motyw oznaczał? Oba znaki składające się na nazwę taotie znaczą w języku chińskim „pożerać”, zaś pierwszy może także oznaczać tygrysa. Według starożytnych chińskich legend taotie to ludzie mieszkający na południowym zachodzie. Mieli być brzydcy, okrutni i chciwi oraz napadać i okradać podróżnych. Inne przekazy mówią, że był to potwór; maska miała by wtedy odstraszać złodziei oraz ludzi chcących przeszkodzić w rytuale. Zdaniem niektórych badaczy może to być wyobrażenie głowy wołu, gdyż kości tych zwierząt w tamtym czasie używano do wróżb. Naczynia były też często inskrybowane – zwykle jednym lub dwoma ideogramami w kwadratowej ramce, tworząc zapewne nazwy klanów. Istnieją jednak i dłuższe teksty, dzięki którym można prześledzić m.in. rozwój pisma chińskiego.

Kształt naczyń był przystosowany do przygotowywania i podawania posiłków, gotowania, przechowywania i nalewania różnego rodzaju płynów. Jednakże wydaje się, że ich główna funkcja łączy je z rytuałami ofiarnymi związanymi m.in. z kultem przodków. Biorąc natomiast pod uwagę nakład pracy potrzebny do ich stworzenia, nie powinno nas dziwić, że służyły też jako element prestiżowy, świadczący o bogactwie. Z czasów dynastii Shang i Zhou wiemy, że istniały dokładne przepisy mówiące, kto może posiadać naczynia brązowe i w jakiej ilości oraz ile z nich można po śmierci włożyć jako dary do grobu. Znaczenie tych naczyń oraz ich powiązanie z władzą i prestiżem znajduje swoje odbicie w legendach. W jednej z nich Wielki Yu, mityczny założyciel dynastii Xia, powstrzymał potop i podzielił Chiny na dziewięć prowincji. Następnie kazał odlać dziewięć trójnogów (zapewne naczyń typu ding, opisanego poniżej); każdy z nich symbolizował jeden z regionów państwa. Były one oznaką władzy nad całym chińskim światem aż do końca dynastii Zhou, kiedy to w niewyjaśnionych okolicznościach zaginęły.

Żelazo zostało wprowadzone na terenie Chin dopiero pod koniec dynastii Zhou, w Epoce Walczących Królestw. Już od VII wieku p.n.e. eksploatowano złoża rud żelaza, a około 513 roku p.n.e. rozpoczęto odlew żeliwa. W wiekach V i IV wytapiano i odlewano żelazo  na ogromną skalę. Tak szybki rozwój technik metalurgicznych związanych z żelazem wiąże się zapewne z wcześniejszym opanowaniem do perfekcji technik wytopu i odlewu brązu.

—————————————————————————————————————

Najbardziej charakterystyczne formy naczyń brązowych:

Ding (鼎) – było to naczynie na ofiary z jedzenia. Miało najczęściej okrągły kształt i stało na trzech pełnych nóżkach (rzadziej prostokątny na czterech); z obu stron posiadało imadła. Było ono przeważnie zdobione motywem maski potwora bądź demona taotie. Podobne naczynia, tyle że ceramiczne, wykonywano już w czasach późnego neolitu. Od najdawniejszych lat kojarzą się one z panowaniem – istnieje nawet termin „zdobywać Ding” (问鼎), który oznacza sięganie po władzę.

Li (鬲) – okrągłe naczynie na jedzenie z trzema pustymi nóżkami (u wczesnych form przypominały z wyglądu wymiona). Zwykle nie miało ono imadeł, ale istniały wyjątki. Było często bogato zdobione.

Yan (甗) – Z wyglądu naczynie przypominało połączenie kociołka li z głęboką misą u góry. Możliwe, że jego geneza rzeczywiście łączy się z połączeniem dwóch różnych form. Zwykle nie pokrywano ich zdobieniami.

Xu – Prostokątne, podłużne naczynie na żywność z pokrywką podobną kształtem do samego naczynia.

Fu (簠) – Prostokątne naczynie na żywność na nóżkach z pokrywką. Podstawa oraz pokrywka wyglądały niemal identycznie.

Dui (敦) – Naczynie na żywność składające się z dwóch identycznych półkolistych mis. Każda z nich miała trzy nóżki oraz dwa uchwyty. Było ono produkowane i używane w schyłkowym okresie dynastii Zhou.

Dou (豆) –  Składało się z dwóch podobnych do siebie części, dolna była nieco wyższa i stała na wysokiej stopce. Często zdobione. Nazwa oznacza fasolę, co jasno sugeruje, co w nim przechowywano. Forma ta była wykorzystywana przez cały okres brązu, jej korzenie sięgają zaś neolitu.

Zu (俎) – Stolik z lekko wgłębioną powierzchnią, na którym składano ofiary i można było ustawić naczynia.

Jue (爵) – Charakterystyczne naczynie do podgrzewania i nalewania wina. Miało trzy nogi, dwa dziobki ustawione naprzeciwko siebie, imadło oraz dwa lub jeden zaczep, za który wieszano je podczas nalewania. Pierwsze, jeszcze ceramiczne formy, pojawiły się w okresie neolitu; wytwarzano je przez cały okres brązu.

Gu (觚) – Wysoki i okrągły puchar do picia o lejkowatym kształcie i stopce.

Hu (壺) – Był to dzban z pokrywką lub bez do przechowywania wina bądź wody. Pękate naczynie usadowione było na niskiej nóżce, przypominając kształtem owoc gruszki.

Bei – Niski, okrągły kubek służący do picia. Zwrot „Gan Bei!” oznacza „osusz kubek!”.

Jia (斝) – Było to naczynie podobne do Jue, z tym jednak wyjątkiem, że nie posiadało dzióbków i miało na boku przymocowane jedno ucho. Zazwyczaj było zdobione motywem taotie.

Zun (尊 lub 彝) –  Tą samą nazwą nosiły da typy naczyń służące do przechowywania wina, były jednak inaczej pisane. To co je łączyło, to nawiązanie do świata zwierzęcego – jedne, o obszernym brzuścu i szerokim wylewie, były dekorowane w motywy zwierzęce, natomiast drugie  przebierały formę zwierząt. Pierwsze były używane przez cały brąz, drugie natomiast rozwinęły się za czasów dynastii Shang.

You (卣) – Kolejne naczynie do przechowywania wina. Naczynia tego typu przypominały pękate wiadro o owalnym przekroju, z uchwytem oraz pokrywką. Popularne pod koniec dynastii Shang i na początku dynastii Zhou, zostały później wyparte przez inne formy naczyń.

Gong (觥) – Zoomorficzne naczynie z pokrywką złożoną z grzbietu i głowy przedstawionego zwierzęcia, mocno zaznaczonym dziobkiem i z rączką do trzymania. Służyło do nalewania wina.

Lei (罍) – Okrągłe bądź kwadratowe naczynie do przechowywania wina, przeważnie z pokrywką i dwoma imadłami.

He (盉) – Było to naczynie w kształcie dzbanka do podgrzewania i nalewania płynów; o okrągłych i kwadratowych kształtach, z trzema bądź czterema nóżkami oraz dziobkiem i pokrywką. Forma znana jest już od neolitu i była wykorzystywana przez całą epokę brązu.

Pan (盤) – Była to misa na wodę. Służyła do mycia rąk a czasami także do serwowania potraw.

Yi (匜) – Naczynie w kształcie sosjerki na czterech nóżkach. Służyło do polewania wodą rąk.

Jian – Duże naczynie do przechowywania wody; przeważnie o kwadratowym kształcie. Zawsze dołączano do niego chochelka do czerpania.

—————————————————————————————————————

Filmy dostępne na youtube, gdzie prezentowane są chińskie naczynia brązowe:

Śladami architektury sakralnej Nepalu i Indii Północnych

01/02/2012

(wpis zrobiony przez Martę Bajtler, absolwentkę IA UW oraz studentkę IBI AL)

Zapraszamy do zapoznania się z posterem naukowym, który prezentowany był na VII Kongresie Kół Naukowych i Artystycznych Uniwersytetu Warszawskiego (10 – 12 grudnia 2010r.). Poster jest efektem projektu realizowanego w ramach działalności SKN Dalekiego Wschodu, pt. Śladami architektury sakralnej Nepalu i Indii Północnych, czyli rowerem i nie tylko.

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: